Dziś w nocy Luca Abele będzie pił z towarzystwem moją kosztowną whiskey i knuł. A Jindosh będzie mnie pilnował niczym kot na wpół przeżutej myszy.
Ashworth wykpi konwencjonalność zachowań całej reszty. Przegapiając, co oczywiste, chwilę ze mną poflirtuje, a potem pokaże, gdzie moje miejsce.
Będę przełykał po cichu gniew, pamiętając, ile dla mnie znaczył Theodanis. Powiem sobie, że zapracowałem na ten zaszczyt. Machałem kilofem w kopalniach, a teraz goszczę w domu elity elit. Jeśli chcą zorganizować seans, to kim jestem, by uznać to za nonsens?
Cokolwiek się wydarzy, będę tego żałował. Ale potem zajrzy Meagan. Zawsze dochodzę do siebie, kiedy z nią porozmawiam.