Bernardzie, sytuacja bardzo się pogorszyła. Mindy dała się zabić. Była śmiercionośna jak trucizna, a do tego nigdy nie mogłeś wiedzieć, co zaraz powie, ale polegałem na niej we wszystkim. Jakaś zamaskowana postać wycina sobie drogę przez dzielnicę, zaatakowała również mnie. Ledwo umknąłem. To może być ta sama osoba, która dorwała Mindy. Będziesz musiał wkroczyć do akcji. – Paolo / Bernardzie, sprawy mają się fatalnie. Mindy nie żyje. Chyba ją zamordowali. A ona nie była byle Wyjcem. Powiedziałeś kiedyś, że jest nieprzewidywalna, ale to nie opisywało jej nawet w połowie. Miała taki niebezpieczny uśmiech. Nigdy nie było wiadomo, co za chwilę powie. Straciłem jedną z nielicznych osób, na których mogłem polegać. Będziesz musiał wkroczyć do akcji. – Paolo / Mindy, pilnuj się, moja bratnia duszo. Ktoś mnie napadł i, gdybym nie zwiał jak szczur, gniłbym teraz w Pustce. Zakrywał twarz, ale to nie był ani rewident, ani członek Najwyższej Straży. Chyba ktoś spoza miasta. I zna się na tym, co robi. Tyle mamy kłopotów, a tu jeszcze zamaskowana postać zza wody. Daj cynk innym, niech Wyjce mają się na baczności. Paolo